Czy ulotki w Bydgoszczy jeszcze działają?
W marcu 2024 roku postanowiliśmy sprawdzić, czy wkładanie papieru do skrzynek na bydgoskim Fordonie i Bartodziejach ma jeszcze sens. Wydaliśmy 4320 złotych na druk i kolportaż dla trzech różnych klientów, żeby zobaczyć czarno na białym, czy to się opłaca. Wyniki pokazują jasno: dla jednych to wyrzucanie kasy do kosza, a dla innych konkretny sposób na zarobek.
Jak przygotowaliśmy ten test?
Zaczęliśmy 5 marca 2024 roku od zamówienia druku w zaprzyjaźnionej drukarni w Bydgoszczy. Wybraliśmy papier kredowy 135g, bo jest wystarczająco sztywny, żeby nie pogniótł się w skrzynce, ale też tani w produkcji. Łącznie wydrukowaliśmy 12 000 sztuk. Każda branża dostała swój kolor przewodni, żebyśmy się nie pogubili przy liczeniu wyników pod koniec miesiąca. Nie bawiliśmy się w żadne wymyślne kształty, postawiliśmy na standardowy format A5, bo mieści się wszędzie i nie drażni ludzi tak bardzo jak wielkie płachty.
Do roznoszenia zatrudniliśmy 4 sprawdzonych ludzi, a nie przypadkowe osoby z ogłoszenia. Każdy z nich dostał konkretny rejon: Fordon (okolice Przylesia), Osiedle Leśne oraz Bartodzieje. Sprawdzaliśmy ich pracę wyrywkowo, pukając do mieszkań i pytając, czy ulotka dotarła. Zależało nam na tym, żeby test był rzetelny. Nie ma nic gorszego niż wyrzucenie połowy nakładu do śmietnika przez nieuczciwego kolportera, co niestety często zdarza się w tej branży. U nas wszystko było pod kontrolą od początku do końca.
Każda ulotka miała specjalny znacznik. Dla fryzjera był to kod 'GDAŃSKA10', dla pizzerii 'BYDGOSZCZ10', a dla złotej rączki 'NAPRAWA24'. Dzięki temu każdy telefon lub wizyta klienta była łatwa do odnotowania w specjalnym arkuszu, który prowadziliśmy codziennie do 31 marca. Zero zbędnego gadania, tylko twarde dane z arkusza Excel, które pozwoliły nam wyciągnąć wnioski przedstawione poniżej.
Jeśli oferta na papierze nie jest prosta i konkretna, to wyląduje w koszu szybciej, niż zdążysz za nią zapłacić.

Branża gastronomiczna – tutaj to jeszcze żyje
Pizzeria Sycylia na Bartodziejach to był nasz największy sukces w tym teście. Rozdaliśmy tam 3500 ulotek w terminie od 10 do 25 marca. Już drugiego dnia telefon zaczął dzwonić częściej niż zwykle. Ludzie w Bydgoszczy lubią promocje, a darmowa cola to magnes, który wciąż działa na osiedlach. Odnotowaliśmy 104 zamówienia, co daje skuteczność na poziomie prawie 3%. To bardzo dobry wynik w marketingu bezpośrednim, zwłaszcza przy tak niskim koszcie jednostkowym.
Zauważyliśmy ciekawą rzecz: najwięcej zamówień wpadało w czwartki i niedziele wieczorem. To sugeruje, że ludzie zostawiają sobie te ulotki 'na lodówce' lub w szafce przy wejściu. Średni rachunek wyniósł 76 złotych, co po odjęciu kosztów składników i personelu, zostawiło właścicielowi konkretny zysk w kieszeni. W przypadku jedzenia, ulotka działa jak przypominajka w momencie, gdy ktoś jest głodny i nie chce mu się gotować. Tutaj papier wygrywa z wyszukiwarką, bo jest pod ręką w kuchni.
Warto dodać, że projekt graficzny był banalnie prosty. Duże zdjęcie pizzy, wielki numer telefonu i jasna informacja o gratisie. Bez żadnych artystycznych wizji, które tylko zaciemniają przekaz. Prosto z mostu powiedzieliśmy ludziom, co dostaną i za ile. To klucz do sukcesu w lokalnej gastronomii. Jeśli prowadzisz bar lub pizzerię w Bydgoszczy, ulotki wciąż mogą być Twoim najlepszym przyjacielem, pod warunkiem, że nie oszczędzasz na rzetelnym kolportażu.

Usługi specjalistyczne – strata czasu i pieniędzy
Największym rozczarowaniem okazał się test dla Pana Tomka, złotej rączki. Wydaliśmy na jego kampanię 1440 złotych, a efekt był tragiczny. Tylko 3 osoby zadzwoniły z ulotki przez cały marzec. Koszt pozyskania zapytania wyniósł więc 480 złotych. To absurd, biorąc pod uwagę, że Pan Tomek za drobną naprawę bierze średnio 150-200 złotych. W tej branży ulotka to relikt przeszłości, który tylko generuje niepotrzebne koszty i frustrację właściciela.
Dlaczego tak się stało? Przeanalizowaliśmy to z klientem. Kiedy psuje się kran albo przepala gniazdko, nikt nie czeka, aż w skrzynce pojawi się ulotka fachowca. Ludzie szukają pomocy tu i teraz. Wyciągają telefon i wpisują w Google 'złota rączka Bydgoszcz'. Jeśli Cię tam nie ma, to nie istniejesz. Ulotka leżąca w skrzynce przez tydzień jest dla klienta bezużyteczna w sytuacji awaryjnej. Pan Tomek stracił pieniądze, które mógłby wydać na wizytówkę w Mapach Google i kilka dobrych opinii.
To samo dotyczy innych usług, które rozwiązują nagłe problemy. Hydraulicy, ślusarze czy pomoc drogowa powinni zapomnieć o drukowaniu papieru. Nasz test pokazał, że zaufanie buduje się dzisiaj inaczej. Ludzie chcą zobaczyć twarz fachowca, jego poprzednie realizacje i oceny innych mieszkańców Bydgoszczy. Ulotka tego nie daje. Jest anonimowa i często kojarzy się z niską jakością usług. Jeśli robisz coś konkretnego, postaw na widoczność tam, gdzie ludzie faktycznie Cię szukają.
W sytuacjach awaryjnych nikt nie szuka fachowca w skrzynce na listy. Szukają go w telefonie.

Facebook Ads kontra Ulotki – starcie w salonie fryzjerskim
W przypadku salonu fryzjerskiego Agaty zrobiliśmy coś więcej. Równolegle z rozdawaniem ulotek, puściliśmy kampanię na Facebooku i Instagramie z tym samym budżetem (1440 zł). Wyniki były miażdżące dla papieru. Ulotki przyniosły 14 klientów, a reklama w sieci 41 konkretnych rezerwacji. Co więcej, reklama na Facebooku pozwalała nam pokazywać zdjęcia fryzur, które Agata faktycznie zrobiła. Ludzie widzieli efekt końcowy, co budowało zaufanie znacznie szybciej niż mały obrazek na tanim papierze.
Koszt pozyskania klientki przez internet wyniósł około 35 złotych. To o ponad 60 złotych mniej niż w przypadku ulotek. Dodatkowo, na Facebooku mogliśmy precyzyjnie wybrać grupę docelową: kobiety w wieku 25-50 lat mieszkające w Bydgoszczy, interesujące się modą i urodą. Ulotki natomiast trafiały do każdego – do studentów, emerytów i osób, które od lat strzygą się u kogoś innego. To było strzelanie na oślep, które przy dzisiejszych cenach papieru po prostu się nie kalkuluje.
W Vistula Brand Factory wierzymy w fakty. Działa? Działa – ale Facebook działał tu 3 razy lepiej. Dla branży beauty ulotki mogą służyć jedynie jako dodatek, np. wręczane stałym klientkom, żeby przekazały je koleżankom. Jako główny kanał pozyskiwania nowych osób z ulicy, są po prostu zbyt drogie. Nasza rada dla małych firm z Bydgoszczy: zanim zamówisz 5000 sztuk papieru, zastanów się, czy nie lepiej ustawić konkretną reklamę lokalną w sieci. My już wiemy, co przynosi lepszy zwrot.


